Zobacz dzisiejsze wydanie on-line
 

Kim naprawdę byli olędrzy z Urzecza...

8 października 2015 r.
W gazecie „Nad Wisłą” z 24 września ukazał się list anonimowego „mieszkańca Urzecza” pt. „Część osadników współpracowała z okupantem”. Od razu można odpowiedzieć twierdząco na tytuł owego listu. Tak, cześć osadników olęderskich – szczególnie z Kępy Zawadowskiej i Latoszkowej – współpracowała z okupantem. Nikt tego nigdy nie ukrywał ani temu nie zaprzeczał. To jednak bardzo krzywe zwierciadło naszej wiedzy o nadwiślańskich olędrach...

Autor listu pisze, iż w domach wśród plecionych płotów i wierzb czyhali koloniści wrodzy wszystkiemu, co polskie... Czy zatem w naszych też? Bo tak właśnie wyglądała większość domów na Urzeczu – w Gassach, Łęgu, Cieciszewie i innych nadwiślańskich miejscowościach, zamieszkiwanych przez osoby, które trudno było podejrzewać o proniemieckie sympatie. Pośród nich nie brakowało potomków osadników olęderskich...

Pracując nad koncepcją utworzenia Parku Kulturowego Nadwiślańskiego Urzecza (nazywanego niekiedy gwarowo Parkiem Łurzyckim) w Kępie Okrzewskiej, poczuliśmy się niejako wywołani do tablicy owym listem, który jest dla nas dowodem, jak wiele jeszcze trzeba zrobić w kwestii edukacji na temat olęderskich osadników... Zdajemy sobie sprawę, że bezpośrednie polemiki z osobami mającymi utarte poglądy są z góry skazane na porażkę. Postaramy się jednak pokrótce sprostować szereg nieścisłości, w tym niezbyt dobre zrozumienie idei przyświecającej powołaniu Parku, a także błędne zrozumienie tego, kim naprawdę byli olędrzy z Urzecza.

Rzecz podstawowa: olędrzy to nie tylko ewangelicy czy mennonici, nie tylko Holendrzy i Niemcy, ale w przeważającej większości Mazurzy, Pomorzanie, Kujawiacy czy inni mieszkańcy dawnej Rzeczpospolitej, których łączyła wyłącznie nadrzeczna GOSPODARKA, a nie wspólna NACJA... Nie można zatem sprowadzać olędrów li tylko do „niemieckich osadników”. Swoją nazwę olędrzy rzeczywiście zawdzięczają przybyłym w XVI w. na Żuławy Holendrom, którzy na pewno wywarli ogromny wpływ na okoliczną ludność, ucząc ją technik melioracji i przywracania kultury rolnej na terenach zalewowych Wisły. Nasi olędrzy – pisani przez małe „o” i „ę” – to już jednak ukształtowani na gruncie polskim osadnicy, których pierwotnie wyróżniała specyficzna nadrzeczna gospodarka, wolność osobista i kwestie prawne, związane z dziedziczeniem gruntów. Nikogo zatem nie dziwią w dawnych zapisach nazwiska osadników olęderskich takie jak Kowalski, Górski, Jeziorski czy Uniewski z Kępy Okrzewskiej...

Druga kwestia to fakt, że najważniejsze w sensie demograficznym osadnictwo olęderskie na Urzeczu to nie czas zaborów (po 1772 roku), ale początek wieku XVII i zasiedlanie rzecznych pustek spolonizowanymi już dziś przybyszami z Kujaw, Pomorza i dalekiej Fryzji. To właśnie wtedy pojawiają się tu całkowicie obecnie spolonizowane „olęderskie” rodziny Puczków, Kosów, Pyzlów, Latoszków, Jagnyziaków (Stradlów), Olendrów, Urbanów, Gutów czy Lempkowskich (Lemków)... Cały nasz krajobraz kulturowy na Urzeczu zawdzięczamy właśnie im, a nie mitycznym „niemieckim osadnikom”... Olędrzy to zatem jak najbardziej MY, a nie ONI. Większość mieszkańców tych stron ma ich w swym rodowodzie.

Warto też pamiętać, że nasi przodkowie to jednak nie tylko przybysze z północy – olędrzy. Na tożsamość Urzeczan silnie wpłynęli też flisacy-oryle z południa Polski oraz liczni mieszkańcy Mazowsza, żyjący tu od czasów średniowiecza. Właśnie ta wielokulturowa mieszanka sprawiła, że spuścizna Urzecza jest tak wyjątkowa i wielowymiarowa, co dla nas zawsze powinno być dumą, a nie obciążeniem. Nie dziwmy się zatem na kolejnych dożynkach, że obok mazowieckiego oberka Łurzycoki pląsają orylskiego szota czy olędra...

W planowanym Parku Łurzyckim chcielibyśmy pokazać całe wielobarwne dziedzictwo Urzecza, od flisaków, poprzez rdzennych Mazurów, aż po osadników olęderskich pierwszej i drugiej fali. Nie zamierzamy też przemilczeć trudnego okresu II wojny światowej i deprawacji części nadwiślańskiej ludności. Warto jednak pamiętać, że nie była to wyłącznie domena kolonistów. Bandyckich zachowań „rdzennych” Polaków podszywających się pod członków AK czy BCh również nie brakowało na naszym terenie, o czym świadczą liczne relacje tutejszych mieszkańców... Tylko czy warto to dzisiaj roztrząsać? Każdy historyk wie, że deprawacja wojenna, pazerność i zwykła głupota nigdy nie były przypisane do jednej nacji, choć nie da się ukryć, że podczas ostatniej wojny wyjątkowo dobrze przylgnęły one do Niemców i Rosjan, wskutek polityki Hitlera i Stalina.

I jeszcze trochę faktów. Tuż po odzyskaniu przez Polskę państwowości przeprowadzono spis powszechny. W Kępie Oborskiej, Okrzewskiej i Falenickiej doliczono się wówczas 210 mieszkańców, spośród których 123 było ewangelikami. 200 zadeklarowało, iż są narodowości polskiej, a jedynie 10 przyznało się do narodowości niemieckiej... Szmat czasu, jaki upłynął od osiedlenia się na tych terenach, sprawił, że większość potomków olędrów, nie znając języka niemieckiego, czuła się Polakami i utożsamiała się z odrodzoną Rzeczpospolitą. Widać to dobrze w Kępie Okrzewskiej, gdzie piwniczkę kolonisty Emila Uniewskiego zdobi polski orzeł w koronie, symbol radości z odzyskanej wolności. Do roku 1939 „osadnicy”, jak nazywa ich autor listu, powoływani byli do wojska podobnie jak wszyscy obywatele II RP, a w szkole gminnej w Kępie Okrzewskiej uczono okoliczne dzieci wyłącznie po polsku.

Po dojściu Hitlera do władzy, a szczególnie po wybuchu wojny, wielu z kolonistów odnalazło swe niemieckie korzenie i podpisało volkslistę. Należy pamiętać, że obok zwykłych koniunkturalistów porządni mieszkańcy często mieli wybór pomiędzy staniem się Niemcem a obozem koncentracyjnym. Jak wynika z zachowanych akt, najwięcej osób przyznało się do niemieckich korzeni w miejscowości Jeziorna Królewska (ponad 40). W Kępie Oborskiej nie było żadnego volksdeutscha, w Kępie Okrzewskiej mniej niż 10. Nie ulega jednak wątpliwości, że potomkowie osadników z Kępy Zawadowskiej w pełni poczuli się Niemcami, źle zapisując się na kartach naszej historii.

Nie zapominamy jednocześnie o drugiej stronie medalu, a więc o „dobrych Niemcach”, pomagających Polakom, bo wbrew pozorom takich też nie brakowało. Bo taka jest właśnie nasza historia, bardziej szara niż czarno-biała. Wydaje się, że po 70 latach zacietrzewienie i bezustanna konfrontacja powoli powinny ustępować chęci pojednania i tak często publicznie deklarowanemu chrześcijańskiemu miłosierdziu. Tym bardziej że część kolonistów olęderskich zapłaciła już wysoką cenę za zbrodnie Hitlera, bez względu na to, czy w nich uczestniczyła, czy nie. Musieli oni zostawić swoje domy i ziemię, którą z tak wielkim mozołem „wyszarpywali” Wiśle od czasów króla Stanisława Augusta (1773) i udać się do mitycznego Vaterlandu z pustą kieszenią, własnymi nadwiślańskimi przyzwyczajeniami, fobiami i powszechną nieznajomością języka niemieckiego...

Myślą przewodnią Parku nie będzie jednak „wielka polityka”, historyczne spory czy upamiętnianie volksdeutschów, ale życie codzienne mieszkańców Urzecza. Melioracja, praca w polu i sadzie, obwałowanie Wisły czy spław towarów – to były sprawy, które żywotnie interesowały naszych przodków i które warto pokazać innym. Park w Kępie Okrzewskiej poza naturalną funkcją rekreacyjno-turystyczną stwarza nam ogromną szansę na uchronienie od zapomnienia i całkowitej zagłady krajobrazu kulturowego Urzecza oraz dziedzictwa jego mieszkańców. W przeciwnym razie pozostaną po nas jedynie „takie jak wszędzie”, pozbawione nasadów wierzbowych pola, zasypane rowy melioracyjne, domy na terenach zalewowych bez sztucznych wzgórków, zamulone jeziora, zniszczone pamiątki rodzinne i mgliste wspomnienie po zabytkach, takich jak młyn w Słomczynie czy wiatrak w Łęgu.

A anonimowego autora listu zapraszamy do współpracy przy opracowywaniu wojennych losów mieszkańców Urzecza.

Członkowie zespołu ds. realizacji Parku Łurzyckiego w Kępie Okrzewskiej: Łukasz Maurycy Stanaszek – antropolog, Paweł Komosa – historyk

Komentarze

Na razie nie ma żadnych komentarzy - Twój może być pierwszy!

Dodaj swój komentarz


Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników portalu, redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Każdego użytkownika obowiązują zasady forum.

OPIS


Najnowsze galerie

Reklama


"Nad Wisłą" on-line

Zobacz


Copyright ©2011-2015 NadWisla.pl